UCZNIOWIE KLASY POLICYJNEJ W KRAJOWEJ CZOŁÓWCE
NA OGÓLNOPOLSKIM TURNIEJU KLAS MUNDUROWYCH 2017


      W dniach od 5 do 7 kwietnia w Małopolsce, odbył się Turniej, którego celem było wyłonienie najlepszych z najlepszych, uczniów o ponadprzeciętnych zdolnościach fizycznych i o dużej odporności psychicznej.
      W październiku, ubiegłego roku odbyły się eliminacje do Ogólnopolskiego Turnieju Klas Mundurowych 2017. Wzięło w nich udział 270 dwuosobowych drużyn. Sześćdziesiąt z nich mogło spróbować swoich sił w Kostrzewicach (woj. Małopolskie). Wśród nich znalazła się drużyna z Nowogardu, uczniowie klasy trzeciej o profilu policyjnym: Adrian Antczak i Łukasz Wiśniewski.


      Można powiedzieć, że dla nich turniej rozpoczął się we wtorek, 4 kwietnia o godzinie 21.00. Wtedy rozpoczęła się całonocna podróż do miejsca docelowego. Na miejsce dotarli o 9.00 rano. Praktycznie nie spali. Dopiero o godzinie 10.00 mogli się zarejestrować aby móc wziąć udział w zawodach. Pierwszy konkurs nie zapowiadał tego co miało ich spotkać. Pogoda wymarzona: słoneczko, 19 st.. Przystąpili do testu wiedzy. Poszło sprawnie- byli zadowoleni. Następna konkurencja odbyła się dopiero po obiedzie, który stanowił suchy prowiant. Jak się później okazało, to musiał być suchy prowiant… Do leśnego toru przeszkód stanęli o godzinie 13.30. Cierpliwie czekali na swój start. Gdy byli na mecie, próbowali opanować zmęczenie, próbowali udawać, że było łatwo. Niektórzy, z innych drużyn, nie poradzili sobie nawet z suchym prowiantem… Co by było, gdyby zjedli ciepły posiłek.
      Następna konkurencja to marszobieg na orientację. Nasi rozpoczęli o 16.30. W przerwie między konkurencjami odpoczywali na zielonej trawce, zakwaterowali się dopiero o 22.00. Marszobieg miał trwać 3 godziny. Mieli pokonać 19 km, zdobyć pięć punktów kontrolnych i dotrzeć na metę, gdzie mogli się zakwaterować. Po zdobyciu piątego punktu kontrolnego przyszedł zmierzch. Do tego jeszcze burza i brak zasięgu. W sumie zrobili 40 km. Przybiegli zrezygnowani, z pozdzieranymi stopami. W pierwszej chwili chcieli wracać do domu.
      Następna konkurencja, „O jeden most za daleko”, to bieg nurtem spiętrzonej przez strażaków rzeki na odcinku około 150 m. Bieg z przeszkodami, czołganie się w zanurzonej rurze, przejście pod niskim mostem. Ta konkurencja rozpoczęła się o 22.30. Temperatura wody około 4 stopni. Na szczęście powietrze było jeszcze ciepłe. Chłopcy poszli spać o 2.00 w nocy.
      Pobudka 5.30. Wyjazd do jednej z dolin w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Na miejsce musieli jeszcze przejść kilka kilometrów. Pogoda zdecydowanie się zmieniła. Było znacznie chłodniej, około 3 st. Padał na przemian śnieg, deszcz, grad… Nie było za bardzo gdzie się schronić. Sytuację ratowało ognisko, do którego niektórzy o mało nie weszli żeby się ogrzać. Próba nie tylko tężyzny fizycznej. W takich warunkach na następne zawody czekali około 6 godzin. Przejście po moście murzyńskim nad przepaścią (około 35 metrów) i zejście po linie. To zdecydowanie poprawiło im humory. Potem jeszcze tylko konkurs pierwszej pomocy i można wracać do miejsca noclegu. Ale tylko na parę godzin.
      „Rozwinięcie gaśnicze” dla naszych chłopców rozpoczęło się o 1.00 w nocy. Najpierw marsz 5 km do miejsca docelowego. O godzinie 2.30 zaczęło się 5 minut, które będą długo pamiętać. Pierwszy etap biegu polegał na rozwinięciu węży strażackich i połączeniu w jedną całość w odpowiedni sposób. Około 700 m dalej wskoczyli do pontonów i do pokonania mieli 300 metrów po sztucznym zbiorniku w kamieniołomie. Udało się. Jednak było im dane poczuć temperaturę wody: 4 st. Łukasz stwierdził, że szybciej będzie jeśli pójdzie po dnie- ale dno pojawiło się dopiero na głębokości 1,7 m. Adrian, który szybciej dobił do brzegu, gdy to zobaczył, rzucił się na ratunek koledze. Temperatura powietrza w tym samym czasie 2 st. Można sobie wyobrazić co czuli po wyjściu na ląd. Wzięli na szczęście ubrania na zmianę. Jeszcze pozostało z powrotem dostać się do miejsca zakwaterowania.
      Ostatni dzień to wielki sukces dla chłopaków. W tzw. „Biegu rzeźnika” zajęli 6 miejsce. Bieg pod górę, na pełnych obrotach na dystansie w sumie 3 km. Wspomnieć należy: od poprzedniej konkurencji minęło zaledwie 2 godziny.
      Strzelanie w krytej strzelnicy to ambrozja. Ostra amunicja, „kałasznikow” i Glock zrobiły wrażenie na naszych uczniach.
      Teraz pozostało już tylko wrócić do domu- to tylko 12 godzin w podróży. Na szczęście było się gdzie przebrać w „cywilki”- do dyspozycji mieli toaletę w pociągu.
      Ostatecznie miejsce 37 okazało się wielkim sukcesem. Trzydziesta siódma ekipa w Polsce.
      Nie znam większych twardzieli. No może Rocki Balboa…

Grzegorz Zając